Idea minimalizmu w życiu codziennym jest, szczególnie ostatnio, dość "trendy". Mam jednak wrażenie, że większość z nas podświadomie dąży do minimalizmu, a poszukiwanie objawia się testowaniem i próbowaniem różnych dóbr w poszukiwaniu tego jednego, idealnego, uniwersalnego złotego środka, który zaspokoi większość potrzeb.
Ja też, nim się do czegoś przekonam w 100% i uznam, że to mój ulubieniec, muszę mieć dość spore porównanie, chyba, że produkt jest tak wspaniały, że od razu wiem, że nie muszę już szukać dalej. Ale ta druga opcja występuje niezwykle rzadko. Szczególnie w dziedzinie tak bogatej jak kosmetyki. Liczba marek, produktów, ich wersji oraz kolorów przerasta często moje pojęcie o tej branży. Być może dlatego, że kilku ulubieńców udało mi się już znaleźć i nie szukałam dalej. Mam jednak momentami porywy zakupowe, gdy chcę przetestować nowy rodzaj kosmetyku. Zazwyczaj udaje mi się znaleźć ten odpowiadający po 3-4 próbach, ale tak czy tak, zabierają to czas, pieniądze i cierpliwość.
Udało mi się jednak dojść do takiego stanu kosmetycznego inwentarza, który mieści mi się w 1 małym pudełeczku. Oczywiście, mówię o kosmetykach do codziennego makijażu. Kosmetyki, których używam rzadziej mają swoje miejsce w innym małym pojemniku. Ze względu na brak miejsca na toaletkę, moje kosmetyki muszą być przenośne, a co za tym idzie, przestrzennie skondensowane. Zapraszam do obejrzenia mojej minimalistycznej, przenośnej toaletki!
Znajduje się tu mała paletka oraz 2 pojedyncze cienie, kilka kredek do oczu, produkty do brwi oraz oczywiście tusz do rzęs oraz 2 korektory w pisaku; kilka wielofunkcyjnych pędzli, podkład, rozświetlacz, puder i róż. Całość wieńczy własnoręcznie zrobiony setting spray. To wystarczy do wykonania rożnego typu makijaży, zajmuje mało miejsca i łatwo się transportuje.
A jak wy radzicie sobie z małymi przestrzeniami dostępnymi na przechowywanie kosmetyków? Czy udaje Wam się zachować minimalizm?
0 komentarze:
Prześlij komentarz